Zaskoczenie.

Już mialem „skasować” bloga, już nic nie napisać – bo kurs przygotowawczy do ATPLa wydawał się bardzo suchy, i jałowy.

Permanentny brak emocji miał mi towarzyszyć przez następne pare miesięcy, a tu Dominik. Trzecie wykłady i…

Dominik Punda.

8000 h nalotu, kapitan z Wizza, i co? Mało.

Gościu mimo tego ze lata zawodowo, to tacha nadal samoloty jednosilnikowe przez Atlantyk, albo z Australii – na ten przykład.

A przecież to – te działania takie, „loty muchą przez wannę” i „i jeszcze dalej” – one – takie loty właśnie – youtube’owa seria dokumentalna – loty Fly for Luis – World Flight są moja najwieksza inspiracja. Pisałem przecież o tym w pierwszym czy drugim poście tego bloga.

Zobacz fly for luis na youtube

Przecież 9 miesięcy temu, (tak – tyle co trwa dojrzewanie zarodka ludzkiego) pojechałem rodzinnie do Austrii na narty, na tydzień. Solden, super warunki do zjazdów były – jak to tam.

Z siedmiu dni ferii w Solden – pięć spędziłem w pokoju hotelowym, siedząc z moim 8 letnim Borysem, który się rozchorował, tak nieszczęśliwie właśnie wtedy – na gorączkę i powszechne babole.

Borys spał i budził się na leki i picie, lub bywało gorzej – i na co innego, ale gdy Borys spał ja… ja siedziałem przy nim i ja obejrzałem całą serie Fly for Luis.

70 odcinków po 15 minut. Jak ktoś szybko ogarnie to jest blisko 18 godzin video.

Cessna 210 i lot dookoła świata. WTF? Ale czaaaaad. 👍👌

Lotniczo – byłem wtedy po pierwszych 2 godzinach szkolenia praktycznego PPL(a) i zdanym egzaminie teoretycznym.

Wtedy, wiedząc naprawdę niewiele o lotnictwie (nadal tak jest) – oglądając JP (pilota cessny z tego dokumentu) zastanawiałem się jak blisko jestem wstanie zbliżyć się do do niego – czy w ogóle jest szansa taką przygodę choć w kawałku przeżyć. Choć dotknąć tych emocji. Porozmawiać choć z nim? 🙄🤔🤦‍♂️

Przemierzać swiat w General Aviation.😁

Wow! Napisałem do JP miły list. Chciałem dopytać o to czy tamto. Nie udało się, nawiązać kontaktu – widocznie dużo ludzi do niego pisze.

Mam też chamski adres email, i mimo ze utrzymuje go na serwerze gmail, korespondencja czasem trafia w spam. Mogłem powtórzyć „apel”, ale jeśli to nie poszło w spam, tylko brak kontaktu jest jego wyborem? wtedy… czułbym się raczej średnio – dostając zwrotkę „wiem, juz pisałeś, ale nadal nie mam ochoty Ci odpisywać na …”

Nie ważne. Lot dookoła świata, małym samolotem… marzenie życia. Taaak!

Z tych pobudek, realizowałem mój rozwój w lotnictwie. Tak on właśnie podświadomie przebiegał.

Dla możliwości takiego poznawania świata, wszak, zdałem egzamin z angielskiego (icao) zanim zrobiłem połowę praktycznego kursu PPLki.

Dlatego, poleciałem do Czech, prawie zaraz po egzaminie, potem sugerując się rozmowami z Tomkiem „Ela”, pognałem samotnie do EDAH – przekroczyć pierwszą „granicę” już sam.

Zapytując znów Tomka Elantowskiego o next destination – usłyszałem Bornholm.

Bornholm? Wow! I sprzeczne: To już? Tomek, myślisz ze dam rade? Jestem gotowy?

Nie odpowiedział mi twierdząco, ale za to pożyczył kamizelki.

Gdy już padło na Bornholm to dalej miało być Vaxjo Szwecja / ale jak pisałem w poście o tym – pogoda nie dopisała.

Tomek -natomiast gdy poinformowałem go że na Bornholmie byłem – w swoisty sposób to podsumowal ” Widzę w tańcu się nie pierdolisz 😀 jak powiedział tak poleciał 😀”

I to był komplement, a Tomek rzadko komplementuje, i robi to wtedy zawsze tak zgrabnie.

I tak naprawdę, lot na Bornholm, mimo że nad wodą – „tylko” 40 minutowy, to jednak ryje banie – z wiedzą, że szybowania bez silnika (gdy się zepsuje – bo tak też może być) to wystarczy „szybowania” może na 12 minut z FL85 – czyli tak czy siak – jak coś to będę siadał na wodzie, bo do brzegu Bałtyku ani w Polsce, ani w Danii nie dolecę, prawda? No prawda.

A siadania na falującym morzu na szkoleniu nie uczą – więc jest to przekuwanie teorii w coś (a może cosinus lub sinus czegoś – bo napewno nie w praktykę – right!?)

Ta świadomość, te emocje, ta wiedza, to to co chłopacy z Fly for Luis – przeżywali podobnie jak ja – oni lecąc nad Atlantykiem – fakt – oni dłużej i pewnie silniej – przynajmniej przez czas jaki człowiek jest na siłach się faktem braku ziemi pod sobą samoistnie nakręcać – ale to zarówno było ich jak i moim udziałem. Podświadomie realizowałem potrzeby swoje – a może całkiem śwoadomie?

W ślad za moim dobrym kolegą Maciejem Nowakowskim – [soon gotta be a LOT crew Pilot – yeah!!] – powtórzę – „nie lubię latać nad wodą, i dlatego to zrobię”. I zrobiłem.

Dla emocji.

I teraz wrócę do Punda. Dominik.

Dominik, zrobił i robi rzeczy, które, których ja realizację w marzeniach miałem.

9 miesięcy temu, moje lotnictwo oparte było o teorie PPL, zdany egzamin, i 2 godziny nalotu, oraz o ogromne inspiracje.

Dziś, dziś z tych inspiracji, rodzą się rzeczywiste osoby w moim otoczeniu.

Jak to możliwe? Nie wiem.

A może porostu moje motywacje i marzenia wyjątkowe nie są? I to było pewnikiem, że na takie osoby trafie? Że, każdy z nas lotników latać małym, samolotem przez świat marzy?

Nie, to nie jest prawda. Poznałem, już w lotnictwie osoby, których nalot składa się ze stale samych tras, niejednokrotnie start i lądowanie na jednym lotnisku. Tym jednym i nie innym – bo i po co ryzykować?

Nieznane, to niebezpieczne, bo nawet pas trawiasty, których wiele, boczny wiatr, rotory od drzew mogą Cie wszak zabić.

Słyszałem o osobie, która godziny nalotu podkręca siedząc w samolocie na ziemi z włączonym masterem, i oczekuje na hub z właściwym nabiegiem – ale to oczywiście zasłyszana historia, i pewnie bzdura.

…ale…

Wiec… nie wiem. Mam jednak nadzieje, że moje motywacje są głębokie i piękne, i wyjątkowe, a Pan Bóg (czy w kogokolwiek czy cokolwiek tam wierzycie) przyszykował dla mnie również coś pięknego, tu w życiu zawodowym. Tym sie cieszę…

Bo w życiu prywatnym naprawdę mnie ugościł.

I wiecie co? Mój szwagier prawdopodobnie z Dominikiem poleci do Portugalii z Polski przebazować Cessne 152.

Kiedy? W okolicy świąt Bożego Narodzenia.

To bardzo fajny prezent na święta, muszę przyznać. Dla mnie, do mnie… Gwiazdor może przyjść spóźniony, może nie przyjść wcale – w formule, która jest tu robi się bardzo czytelna.

Prawda? Nie koniecznie Dominik zabierze mnie gdzieś, nie koniecznie ja będę mógł gdzieś z nim lecieć – wszak wszyscy mamy ograniczenia.

Ale..

Grunt jest taki. Ja się boje, że moje obecne źródło utrzymania, może nie utrzymać się samo-się. To też z rożnych przyczyn.

Natomiast, ja już byłem w życiu w miejscu, gdzie po 7 latach przyszło 7 lat chudych. Trwało naprawdę to 2 lata, zanim pojawiło się światełko, zanim przyszła okazja zacząć coś nowego budować….i cieżko to znieśliśmy – ja, moja żona, rodzina, oraz najbliżsi.

W życiu trzeba mieć dwie nogi, rownież w zabezpieczeniu rodziny – finansowym.

Lotnictwo mimo, że się tak późno za nie zabieram, to to w wydaniu Dominika Punda, połączenie GA i latania komercyjnego, podział i połączenie tego, sprawia, że na powrót zainspirowany jestem. Może się to wszystko jednak uda? I będzie kolorowo?

Zaskoczenie.

Tutaj wywiad z Dominikiem:

Wywiad

A tu dodam jeszcze, że Dominik udostępnił nam niepublikowany jeszcze materiał na temat jego przelotu z Australii – małym samolotem – łącznie 15 rozdziałów, które pochłonąłem jednym tchem 🙂

Heh. Znów poczułem się jak w Solden, gdy cisnąłem Fly for Luis – i wcale nie byłem zawiedziony, że na stoku mnie nie ma. (Separując na bok zależność i obowiązek ojcowski rzecz jasna)

Do miłego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s