Jutro zaczynam szkolenie teoretyczne ATPL

Po co?

Może mam ochotę wiedzieć więcej, tyle, znaczy nie tyle, bo to przepaść jest, ale może żeby liznąć tego co Tomek (mój pierwszy) instruktor wie.

To też. To napewno.

Wróć. Nie jestem pijany, a pisze bez ładu i składu.

Ciężko mi to w lekki i przystępny sposób określić moje motywację. Ale są takie:

a) żeby rozumieć co Ci zawodowi mówią do siebie, rozumieć i wyciągać z ich wypowiedzi wnioski dla siebie na przyszłość.

b) żeby być bardziej bezpiecznym – chociaż zagrożenie bezpieczeństwa to sytuacja która dla każdej okazji jest inna, i inne są jej składowe. To co się dzieje, co stać się może, ale tu z ziemi, oceniane jest, to co tam było na gorze, a co było tam – przecież nie znane często nam.

c) żeby poszerzać horyzonty, możliwości, doświadczenia – wszak lot samolotem dwusilnikowym, bez widoczności również czymś wymagającym i ciekawym jest.

d) chyba też po to, aby móc syna mojego na lot wspólny wsiąść. – a warunkiem tego, żony mej, jest fakt, że będę pilotem zawodowym. To bardzo mnie napędza. Oj tak.

Licencje wydano mi 5 lipca 2018 r. Wtedy ją wydrukowano. W ręku miałem ją w następujący czwartek.

Do zeszłego tygodnia, przez te 2 miesiące w powietrzu wylatałem 68 godzin jako PIC (Pilot in command) i dodatkowo 10 godzin, które jako PIC osiągnąłem podczas szkolenia. Razem więc mam 78 godzin nalotu dowódczego i 120 godzin ogólnego nalotu.

Te 68 godzin w powietrzu to conajmniej drugie tyle na lotnisku. Następne raz tyle to moje dojazdy tam. Łącznie więc godzin 300 razem? Mniej? więcej? Nie wiem. Wiem tyle, że to był bardzo aktywny lotniczo czas.

27 października mija mi rok od otrzymania medycznej klasy pierwszej. Od jej otrzymania w zeszłym roku warunkowałem czy bede w kierunku edukacji lotniczej szedł.

Pan Trep na komisji lekarskiej, widząc że mam blisko 40 lat i chce kategorie 1, tak zaczął ze mną jechać, prawie wręcz od „bez-mózgów”, że się w końcu uniosłem, zdenerwowałem się – bo to wszak moje życie i moje pieniądze. Mimo to ciśnienie skoczyło mi na 150/110 i Pan Trep wyłapał to też, co skończyło się u mnie 24 godzinnym spacerem z Holterem – na szczęście zdrowym jestem/byłem.

Jedynkę dostałem. Przygodę z lotnictwem rozpocząłem.

Przez ten rok, zrobiłem kurs PPL, zdałem teorie w ULC, zdałem ICAO4, wpis VRF Noc, i wylatałem 120 ze 150 godzin potrzebnych mi do rozpoczęcia szkolenia praktycznego na samolot wielosilnikowy, loty IFR itd.

To szkolenie metodycznie mądrze rozpocząć jest gdy ma się za sobą egzaminy ATPL.

Teraz przez 3 miesiące będę się uczył w szkole teorii ATPL, a potem będę uczył się sam i probował będę zdać ten materiał w ULC. Tym razem baza pytań jest nie określona, jest ich ponoć 16000 wobec określonych do PPL pytań 2000, no i są po angielsku.

Minima aby to zdać to 6 miesięcy.

Te 30 godzin które pozostawiłem sobie do wylatania, to po 5 godzin na miesiąc, godzina tygodniowo czy jak kto to chce. Po co mi one? A po to aby utrzymać nawyki. I bede wtedy miał te 150 godzin nalotu i 100 godzin nalotu dowódczego.

Oczywiście mogę wylatać więcej, ale to jest to minimum.

Z marzeń pozostaje wizyta na Norweskich Fiordach, bo to w tym sezonie nie udało się. Byłem wszak na Bornholmie, w Czechach i Niemczech. Byłem w wielu miejscach w Polsce, poznałem fantastycznych ludzi, i dobrze mi wśród nich. Do nieba zabrałem paręnaście fantastycznych osób i ze dwie silnie zaraziłem lotnictwem 🙂 z czego też się mega cieszę.

Od 2012 roku zajmuje się wysokociśnieniowymi kompresorami do gazu ziemnego. W Polsce z racji kontraktu jestem jedyny. W Europie ludzi co wiedza tyle o kompresorach suchych – kiedyś wytwarzanych przez Sulzera, a dzis sprzedawanych pod marka FuelMaker – jest może 5. Z czego 4 w fabryce we Włoszech – a różnica miedzy nami jest taka, że oni pracują na fabrycznie nowych podzespołach – a ja nie. To sprawia, że po tej stronie świata jestem najlepszy, …zreszta, to wielokrotnie w formie dyplomu – corocznie oznajmiał mi Producent.

A jednak o metanie i ciśnieniu 250 bar – czyli o nacisku 250 kg na cm2 słuchać nie chce nikt – choć to bardzo technicznie wyczerpujące zagadnienie jest.

A o lotnictwie, wręcz przeciwnie.

Znajomi mojej żony, którzy dotychczas czasem traktowali mnie „aside” – bo ja nie specjalnie w rozmowę wcinam się, aby jej nie zagłuszyć, nagle ożywili się. Ostatnio – po moich publikacjach na instagramie, i relacjach z moich podróży – staje się ciekawy – nagle. A przecież nic nowego nie robie, dalej korzystam z mojego intelektu, zdolności technicznego i analitycznego myślenia.

No może jednak robie… latanie mnie uwalnia, daje mi poczucie wolności. Radości, szczęścia, ba…

dlatego chce to nadal kontynuować!

Zapraszam na insta 🙂

Trzymam kciuki za:

Macieja, aby mu dobrze w LOTcie było,

Mateusza, mego szwagra, aby teoria ATPL również mu szła,

Asi z Gdańska aby pozdawała wszystko jak w pierwszej sesji,

Farrukha aby mu praca szła tak jak sobie wymarzył

Oli z mojej klasy PPL aby zdała egzamin PPL i została pilotem jak marzy

Roksanie aby nie kazali juz jej latać do Tel-Awiwu

Tomkowi Ela, życzyć mogę wiele, i trzymać kciuki też, ale on wie i woli wiedzieć, że to co ma jego ciężka praca jest, wiec trzymam kciuki potajemnie.

No i trzymam kciuki za Anie z biura aby z nami wszystkimi wytrzymała.

Jutro napisze jak bylo na pierwszych zajęciach ATPL 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s