Poznan – Bornholm Technicznie

Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że napiszę więcej na temat lotu nad Bałtykiem. I przygotowania do niego.

Po pierwsze – na pokład wjechały kamizelki. Bez nich latać nad wodą nie można gdy przelot jest dłuższy niż – niech zgadnę – 50 nm? Taaa… chyba coś koło tego …i niech mnie szkalują wszyscy, ja do egzaminu z PPLki szykowałem się w czasie gdy nigdy nie leciałem samolotem GA. To że zdałem dowodzi jedynie, że pamięć mam zdolną, a opanowanie zadań z matematyki/fizyki ha… przyszło z mlekiem adiunkta UAM 🙂

Nie ważne, nawet jakbym mial lecieć 10 mil nad zbiornikiem wodnym, też chciałbym kamizelki mieć na pokładzie.

W czym mają pomóc? Pomóc unosić się na wodzie – gdy się w wodzie jest. Ale jak silnik wytnie, to najpierw trzeba poszybować trochę, rozpieczętować kamizelkę, rozpiąć się z pasów, ubrać ją i się znów zapiąć, w tym samym czasie zdjąć buty, zgłosić kontroli że lipa z silnikiem, otworzyć conopy – bo jak uderzysz o wode to się może przyciąć i się utopisz idąc na dno z samolotem, odpalić ELT (żeby lepiej mogli nas szukać), i szybować dalej wypatrując lądu, albo statku – i to takiego najlepiej PolFeris z żarciem na pokładzie który nie buja i koło niego kłaść gablotę. Kuter rybacki też się nada, ale ogrom emocji, i jak już się uda przeżyć i na kuter Cie wyciągną – to na kutrze beda kanapki, woda i ryby śmierdzące – i gehenna się nie skończy, bo zacznie bujanie i rzyganie.

Generalnie dużo do ogarnięcia, zwłaszcza gdy leciałbym sam – szybowanie i ubieranie się ze ściganiem butów – bo pływak w butach zawsze tonie – to niewykonalne jest.

Dlatego na tą wyprawę wybrałem się z Maciejem – on ogarnia samolot i jest przede wszystkim zabawnym luzakiem.

„Generalnie nie lubię latać nad wodą i …i dlatego polecę …dlatego polecę”

I poleciał. Był moment gdy zapytałem go gdzie są kamizelki? Czy są w zasięgu jego ręki. Potwierdził, bo były za moim siedzeniem gdzie mógł je łatwo sięgnąć.

Wyjął jedną wtedy, gdzieś 15 mil od brzegu Bałtyku i położył na kokpit. Widok kamizelki nie nastroił nas entuzjastycznie. Obydwoje w ciszy zorientowaliśmy się że miejsce to jest zarezerwowane dla rzeczy, których będziemy używać. Zamiast dołożyć na kokpit drugą – tą pierwszą schował tam gdzie była przedtem.

W locie był czas gdy po raz 110 liczony był point of no return – znaczy miejsce gdzie bliżej już do końca niż początku – przeprawy przez Bałtyk. Mijając go, wiadomo, że zawracać już nie ma po co.

Na przelot wybraliśmy poziom 85 czyli 8500 ft. Doskonałość naszego SP-TEY pozwalała nam z tej wysokości szybować przynajmniej z 12 minut. W tym czasie może wystartuje helikopter ratowniczy? 🙂

Nad Bałtyk wlecieliśmy punktem Demur i do granicy Danii lecieliśmy 40 min do punktu Gosot. Tam zaniżaliśmy do 1500 ft.

Wlot w CTR Bornholmu easy, nie ma w użyciu punktów VRP bo nie da sie ich wyznaczyć na morzu. Nie były by one „Visual” ale są inne – Airway Points – typy Np Gosot – i to sie zgłasza, a Pan daj zgodę na podejście do pasa i lądowanie – od tyle.

Osobistym drugim powodem dla którego potrzebny jest ktoś na pokładzie, to fakt że przez 40 minut patrzenia na czas i przyrządy – w samotności – powoduje duże rycie bani – rozmowa z kimś zabiera mózg od cyklicznego męczącego patrzenia na wskazania samolotu.

Dlatego, do lotu przez Bałtyk – zawsze z kimś kto ogarnia co jest 5.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s