To był dobry lotniczy czwartek.

Jeszcze wczoraj Metar i TAF dla EPPO nie wyglądał za dobrze. Popołudniu nasz instruktor oświadczył nam, ze nasz samolot zwolnił się i zamiast być wolny od 6-13, będzie wolny do 17stej.

Co tak naprawdę było dobrą i złą informacją. Prognoza jest tak niepewna, że ktoś rezygnuje z przyjazdu na loty do Poznania.

Generalnie deszcz i chmury z niska podstawa, do tego wiatr w porywach do 33 węzłów.

No nic, kładąc się wczoraj spać ustaliliśmy, ze o 5 rano decyzja whatsup.

A o 5tej, Metar czyta Cavok, wiatr 330 6 węzłów. Patrze w okno, Cavok – jak nad morzem w sierpniu, gdy wszyscy siedzą z dzieciakami w salonach gier, i w przerwach partii gier pija piwo, a dzieci jedzą lody i „wyłudzają” 2 złotówki od swoich już rozweselonych tatusiów w koszulkach na naramkach. Taki Cavok jest.

Tomek, FI, na whatsupie pisze, ok jedziemy, będziemy patrzeć co i jak, skoro „cavok”

O 6 rano na lotnisku metar nadal Cavok, Atis tez to ogłasza Cavok.

Z nieba zaczyna padać deszcz, ale na zadane zaklęcie „…with information lima on board, requesting atc clearance for vfr flight…” otrzymujemy z wieży odzew Zuzanna lubi je tylko jesienią – „clearance approved”.

No to jazda, startup, taxi, clear for take off, i kregi.

/// Dziś zostało mi 12 solo + extra dwa z instruktorem, bo wiatr niby 6, ale odczuwalnie 12 – „just to be sure” ///

Wiatr północny, pas wschód-zachód. Nad lotniskiem jeszcze jeden uczeń juz śmiga. Oboje dostajemy zgodę na prawe kręgi, ja narazie z instruktorem. Super.

Super bo prawe kręgi do 28, to to co w Poznan-Restauracja najczęściej podają, wiec uczeń naumiał się je dobrze. Take off, pach w prawo w jeziorko kierskie, potem pach pod prawe skrzydło jeziorko Rusalka, i na stadion base, i nad king crossem prosta do 28.

Do dwa osiem… ta …na base do 28 …28 węzłów, wiec robią się tam sekundy, dobrze spycha, wiec z 75 węzłów na silniku jest 108.

Różnica taka jak wyprzedzać tira na A2, jadąc 150, a prując 216 km. I to tak parytetatywnie mniej więcej z jednostkami.

No dobra git, lądowanie na klapach w pozycji T/O z prawa gira wciśnięta dobrze, z kółkami przy ziemi rysując trójkąt od lewej do prawej i w górę, też git.

Przy drugim kręgu, zgłaszam ze chce pełne lądowanie aby pozbyć się z samolotu instruktora.

Instruktor „off board”, ja gotowy juz sam, a tu Wieża daje lewe kręgi i to przy samym take off. Git!

Co robić? Anxiety attact of 2 seconds. No co? No lecieć. Po poderwaniu, dopytuje raz jeszcze czy FI czy dobrze słyszałem? Taaa dobrze …i już kminie, w sumie fajnie, bo base pod wiatr będzie, z 70 knots, zrobi się 45, 50 a czasowo to git, bo se na spokojnie „dopyrkam” do final.

Ale na drugiej częstotliwości odzywa się po chwili Tomek „Paweł poproś kręgi prawe do 28”.

Tomka rozumiem, bo miejsce z którego on mnie obserwuje nie pozwala na obserwacje kręgów lewych, a na dworze nie kropi, bo pada. Deszcz pada.

Oki. Ja do wieży, wieża zgoda.

Wiec lewy krąg idzie mi świetnie, nawijam na base nad stadionem, i schodzę i touch’n’go …i tu zaczyna się gehenna.

Na prawym zasuwa chłopak, sam solo, daje on dziś 14 kręgów, pauza, 7 kręgów. Tak chyba. Dużo. Za dużo dla mnie jak na jeden dzień. Więc ile nie rejestruje. Za duzo, jak dla mnie. Za dużo piw, to za dużo, nie ważne ile, bo i tak się rzyg*

Ale pewnie młodszy, bez dzieci, i pewnie szybszy. Taa… baLotnicy rąbek spódnicy…. taaa…on jest po prostu szybszy.

Jest nas dwóch na kręgu. Deszcz pada, a base trwa sekundy. Pozycja z wiatrem nie rozpieszcza, bo spycha skracając jeszcze base.

Wydłużenie po pierwszym zakręcie bardziej nad Kiekrz, i lot tak aby wyjść w downwind ładnie nad Rusałkę wydaje się logiczne, tak aby zniwelować sobie trochę wiatr…. ale się nie da. Przy trzecim kręgu próbuje tego, ale zanim ja zgłosiłem pozycje z wiatrem, chłopak w drugim samolocie juz był oderwany od ziemi po swoim touch and go. Myślę to nie przejdzie, bo tamuje ruch jak dziadek z laska przy wyjściu z kościoła, zaraz po błogosławieństwu i odśpiewaniu pierwszej „zwrotki”.

Co więcej, zgłaszam z wiatrem, a on chwile pózniej tez. Wieża pyta go czy widzi traffic in sight. On zgłasza ze nie widzi. Nie dziwie się bo z wiatrem deszcz daje tak że mało co widać.

Krótka decyzja. No musze spierdalać, zanim wieża zorientuje się ze żem zawalidroga. Na dole przecież Tomek i inny instruktor obserwują nas bacznie. Syf będzie i tam jak zwolnię traffic za mną.

Wiec spierdalam, (i przepraszam za to słownictwo) ale naprawdę tak jest. W dolocie do base mam ze 95 na czytniku i to samo po zakręcie.

Efekt jest taki, ze przez pozostałe kręgi, w pozycji downwind i base wygladała jak pogięty spinacz. Z prędkością jaką zasuwa ten chłopak, ja na końcu pozycji z wiatrem robie zakole aby sobie pozycje base wydłużyć. Tyle kręgi.

Lądowania podobne do tego na górze.

W mokry pas, z wodą, bez hamowania i oddechu, i cały czas na „ku*rwie”. Sytuacja wydaje się poprawiać gdy drugi samolot zjeżdża na pauzę, ale ja juz tak zmęczony, ze mimo ze mogę coś poprawić, to lecę jak leciałem.

Dobrze że nie mam zegarka Garmina co by mi ścieżki rejestrował. Uff!

Kręgi zaliczone.

Jestem na ziemi 8.20 i robimy przerwę i „odpoczynek”.

Dowiaduje się od Instruktorów, ze jeden z kręgów przy podejściu mialem nawet „cobra maneuver”- wszystko za tem przynajmniej jest spójne. Jedno się zgadza. Zapierdalałem.

Teraz loty do strefy. Loty do strefy, przebiegały swietnie, bo godzinka bez lądowań, w dodatku z instruktorem na pokładzie to kontynuacja „odpoczynku”. Wszystko wychodzi tak jak chcemy.

Po godzinie lądowanie w lewym kręgu do 28. Nadal pada, albo leje, ale jest czas nawet się „wysmarkać” w base do 28. 🙂

przyziemienie – Tomek , FI położył nogi na „pedały”, to znak – ręce oczywiście były „precz” – bo to „moje lądowanie”, ale chyba nie czuł się za pewnie, po tym co obserwował godzinę i więcej temu 🙂

Wiec lądowania dziś – zgroza – jakość daleka od tego co robiłem w pierwszych solo. No nie zawsze na górze jest 5-7 węzłów, i jest sucho i przez to ze nie leje się z nieba to dobrze widać.

Nie będę opisywał jak szły mi pierwsze kręgi, bo jestem już za nimi, blog powstał po nich…. a nie bardzo się czuje „w modzie” gdy na instagramie 40 latek wystawia 20 letnie zdjęcie ze swoich urodzin i podpisuje „patrzcie jako bylem piękny” – to za nami 🙂

Potem była dwugodzinna przerwa, w międzyczasie obserwowałem jak mój instruktor zjadł bułkę, dostarczył sobie cukier i z tego szczęścia w organizmie uwolniły mu się endorfiny. Za cholerę nie mógł sie skupić aby inny uczeń mógł dobrze wyznaczyć sobie lot po trasie – z tego „szczęścia” – co było fun to watch – ale trwało zaledwie kilka minut. Tomek i Mateusz, skończyli plan i zniknęli na 2 godziny. Postanowili sprawdzić czy pada również w Zielonej Gorze.

Ja odwiedziłem McDonalds, pomarudziłem w biurze szkoły. git! I dostałem info smsem przed 13sta abym złożył sam plan na jeszcze jedne nasze wspólne loty do strefy, bo z „powietrza” nie idą.

Złożyłem, prawie samodzielnie.

Ale problem tkwił nadal bo, wjechał na briefing suplement co blokował …loty szkolne.

Mimo wszystko fortelem się udało, i znów na 45 min wzbiłem się w górę.

Całkowity czas w powietrzu Czwartek 17 maja: 3 godz 15 min. Lubie Czwartki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s